~Ten post dedykuję Milce i Weronice~
Jak wam mija koniec świata? ;D Ja miałam dziś wigilię klasową oraz strasznie nudne jasełka. Ale, ale. Zacznijmy od początku. Na dziewiątą rano miałam lekcję francuskiego na której piekłyśmy malinową zapiekankę, pyszną, tak baj de łej ;D Z racji takiej, że na 10:30 trzeba było być w szkole, spokojnie wyszłyśmy 10:10. Ta, "wyszłyśmy". Jak na serio byłyśmy w samochodzie to się okazało, że nie jest 10:10, ale 25! No prawie jedziemy, kluczyki w stacyjce, a Milce przypomina się, że zostawiła buty. No to dawaaj, lecim po buty. Po troszce czasu, że tak powiem, zaczęłyśmy się denerwować czy aby przypadkiem Milka nie utknęła w windzie czy co. Poczekałyśmy jeszcze chwilę, i mama Milki poleciała, bo w końcu już 10:29. po ok. 5 minutach, lecą, zdyszane, ale są. Ruszamy. 50 km/h. 10:35, przyspieszamy do 130 km/h, i takie drifty były, no mówię wam. Aż się jacyś panowie wieku 16-18 lat obejrzeli z uznaniem. xD Co zakręt to myślałam, ze wylecę. Wyglądałyśmy mniej-więcej tak:
XD
No dobra, 15 minut spóźnienia, ale jesteśmy. Cholernie nudne, godzinne jasełka. W połowie zaczęłam czytać książkę :> Na, moje i nie tylko, szczęście poszliśmy do sali gdzie czekało nas jedzenie! YAY! J-E-D-Z-E-N-I-E! All happy! :) No to się sielanka zaczęła. Porozdawaliśmy prezenty, ale o tym w innym poście. Później ulotniliśmy się każdy w swoją stronę.
Po dodatkowym angielskim zaczęłam razem z tatą ozdabiać domek od zewnątrz. Boże, jakie manewry były. Dzikie tańce-wygibańce xD O mało co z drabiny nie spadłam. Bynajmniej, łapcie trochę zdjęć.
Zdjęcia absolutnie nie przerabiane, zrobione moim aparatem, od razu wrzucone tutaj :)
EDIT: Już 23:08, a koniec świata miał być o 21:12 ;_;
I pioseneczka na koniec, pośpiewamy sobie =^_^=
Last chrismes, aj gejw ju ma hart, bat de wery nekst dej, ju gejw it ałej !



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz