środa, 23 stycznia 2013

Gangnam Style, czyli dzikie tańce na oczach 1506984390583902 ludzi


<Post tylko dla wytrwałych>
Joł, co tam? :D

Ja mam strasznie duuużo do opowiedzenia.
Zacznijmy od soboty. Byłam u S. na imprezie w kręgielni, później poszliśmy na pizze. Było świetnie, jest pizza, jest zabawa ;D. Tak baj de łej to były 4 rundki, a w pierwszej trafiłam chyba z 7 kręgli ;_;. Potem wyszłam na prowadzenie, ale za długo to to nie trwało -.-. 
Następnego dnia, w niedzielę, byłam na kuligu w Mikołajowie. Ciągnęły nas dwa konie; Nim i Sandiago. Oba piękne, lecz Nim piękniejszy. Naprawdę. Wysoki, czarny, błyszczący. A Sandiago również cudowny, ale już mniej :D Po kuligu poszliśmy do środka (to był ośrodek agroturystyczny już nie pamiętam jaki, ale Milka ma z niego pendriva xD) i było picie... I jedzenie oczywiście :D Wszyscy dorośli sobie powiedzmy... "Popili ciutkę" i potem tańczyli do akordeonu, ale jak tańczyli! Nie da się tego wyrazić w jednym poście więc powiem tylko 'OMG!'. I teraz nie wiem czy się śmiać czy płakać... <lol>
W każdym razie przejdźmy do sedna sprawy. Dziś po szkole, (baj de łej, mieliśmy dzisiaj spotkanie z Anną Marią Wesołowską, na którym siedział obok mnie chłopak, który cały czas sie do mnie tulił. To było takie słodkie ale i dziwne ;D) jak co środa poszłam z Milką i Weroniką na francuski. Dołączyła do nas Zosia i miałyśmy szybciutko dojść do domku. Miałyśmy, właśnie, miałyśmy. Miało być dobrze a wyszło jak zawsze. Za namową (swoją xD) włączyłam muzykę, a dokładnie Gangnam Style. Matko Boska... Co się działo! Jako że na cztery baby chodnik jest za wąski, wyszłyśmy na środek ulicy i zaczęłyśmy tańczyć Gangnam Style, of kors przy ludziach, a co! Rozgrywało się to niedaleko szkoły, więc co chwilę odwracałam się ze strachu czy ktoś przypadkiem z klasy nie idzie za nami. Na szczęście nie. Potem rozstałyśmy się z Zośką, i poszłyśmy na najbardziej ruchliwą ulice (tak, ulicę, nie chodnik!) i zaczęłyśmy tańczyć, co, to chyba każdy już wie. Ludzie się na nas gapili, jakbyśmy były co najmniej fiu-fiu. I nie mylili się xD
Po chwili odpoczynku, wydawało się być dobrze. Ale ja, oczywiście, nie wytrzymałam i zaczęłam wojnę na zaspy (nie śnieżki, zaspy), chciałam wrzucić Milkę w zaspę ale się wybroniła. No nic, na Weronice podziałało xD Zaczęłyśmy (ja i W.) ganiać za sobą jak oszalałe, aż W. przestała, a ja tego nie zauważyłam i cały czas patatajałam po pięcio metrowych zaspach... Byłoby okej gdyby nie to, że ja mam buty za kostkę, nie to co Milka, buty za kolana! Chwila na ogarnięcie się i W. zaczyna tańczyć układ do Where Have You Been. x_x
Potem, ja wytropiłam największą (chyba z 10 m.) zaspę i w nią, jakby to... Rąbnęłam. Tak, poleciałam do tyłu z plecakiem i całą resztą, ale nie myślicie, że ze mnie taka niezdara, to było zaplanowane! :D A te lamusy Milka i W. nie chciały się ze mną tarzać. Chcąc, nie chcąc W. również wpadła, a po chwili została bałwanem śniegowym, bo ja obsypałam :D No to ona lekki 'wkurf' i leci na mnie, niczym jakby miała pociski w tyłku xD Ja z wrzaskiem uciekam na drugi koniec ulicy, który okazał się już domem Milki. Chcąc, nie chcąc, nastało zawieszenie broni między mną w Weroniką. Nie otrzepałyśmy się ze śniegu i wsiadłyśmy do windy, lecz, of kors, ja nie wcelowałam ciałem i walnęłam w drzwi, omg O_o Dziwna jestem, wiem... xD Naniosłyśmy śniegu od cholery, jak na prawdziwe bałwany przystało.
No nic... Pozostaje mi tylko powiedzieć:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz